Małe-duże marzenia, czyli jak nigdy się nie wypalić

Dzisiaj wpis dużo mniej poradnikowy, a dużo bardziej z cyklu „co piszczy w świecie grafika freelancera, czyli moim 🙂

Jednym z największych plusów mojej pracy jest dla mnie to, że mam całą masę marzeń z nią związanych. Niektóre z nich już udało mi się zrealizować, a niektóre tylko na to czekają (bo że je zrealizuję, to wierzę całą sobą 🙂 ). Moje graficzne marzenia przeplatają się z celami, jednak nie jest to jedno i to samo. Moim celem jest na przykład rozbudowa pixelowej działalności o sklep, póki co nie będę się zagłębiać jaki 🙂 Jest to taki stuprocentowy CEL, co do którego mam konkretny plan – taki krok po kroku, z listą „to do”, terminami i priorytetami. Wiem, co muszę zrobić, żeby ten cel zrealizować i żeby powołać mój sklep do życia. Takich celów mam co najmniej kilka i kwestią tylko i wyłącznie czasu jest to, żebym mogła je odhaczyć na swojej liście.

Obok listy celów mam też listę marzeń. Z marzeniami jest trochę inaczej niż z celami.

„Trochę”, bo one także w dużej mierze zależą ode mnie. Marzenia są jednak dla mnie… bardziej abstrakcyjne, bardziej „wow”, bardziej „jeśli to się spełni, to padnę ze szczęścia”. Trochę mniej zależą ode mnie (trochę!), a trochę bardziej od… no właśnie, od czego? Od farta? Od widzimisię losu? Od przypadku? Tego do końca nie wiem, wierzę jednak, że JA także mam na nie wpływ.

Marzę na przykład, żeby stworzyć stronę www dla pewnej pani, której nazwiska nie wymienię, żeby nie zapeszyć (ok, przyznaję się, jestem trochę przesądna 🙂 ). Wiem, że to marzenie nie spełni się bez mojego udziału. Jeśli nie napiszę do tej pani, to ona prawdopodobnie nigdy nie dowie się o moim istnieniu i moje szanse na stworzenie dla niej czegokolwiek będą mniej niż marne 🙂 Z drugiej strony – mój mail do niej to tylko (aż?) pierwszy krok. Żeby marzenie się spełniło, nie wystarczą tylko moje własne kroki, ale chociażby to, żeby ten mail w ogóle do niej dotarł. Bo mogę się jedynie domyślać, ile dziennie ich dostaje 🙂 I tu właśnie wkroczyć musi ten fart, przypadek czy los: żeby to MOJEGO MAILA otworzyła i przeczytała. I kto wie, może przeczyta 🙂

Moje graficzne marzenia są dla mnie motywacją do tego, żeby ciągle się rozwijać, ciągle iść do przodu i ciągle w tym samorozwoju stawiać sobie kolejne cele.

Kiedy jedno z marzeń się spełni, to cieszę się jak dziecko. Serio – skaczę z radości, tańczę, śpiewam i co tam jeszcze robią dzieci, kiedy się cieszą. I ta radość nie znika po 5 minutach (że niby marzenie zrealizowane i to wewnętrzne „wow” mija). Ona zostaje ze mną i staje się motywacyjnym kopniakiem dla spełniania kolejnych marzeń.

Grafik -freelancer - moje graficzne marzenia - Zdjęcie nr 1

Jakie graficzne marzenia ma grafik freelancer? 🙂

A przynajmniej jedna graficzka freelancerka 😀

Jednym z moich małych-dużych graficznych marzeń było zaprojektowanie okładki książki. Miałam w głowie taki obraz, w którym biorę książkę do ręki (nie Kindle z ebookiem, nie laptopa z PDF-em, tylko prawdziwą, pachnącą drukiem książkę), patrzę na okładkę i jest to MOJA okładka. Otwieram książkę i widzę na stronie tytułowej, że okładkę zaprojektowała Natalia Bednarczyk z Pixels Factory. Fajne marzenie? Fajne 🙂 Może nie spektakularne, może to nie lot paralotnią czy przebiegnięcie jakiegoś superdługiego maratonu, ale że mam lęk wysokości i kondycję bez szału, to marzenie o zaprojektowaniu okładki jest o wiele bardziej „moje” 🙂

Grafik -freelancer - moje graficzne marzenia - Zdjęcie nr 2

Niedawno to moje małe-duże marzenie udało mi się zrealizować.

Zaprojektowałam okładkę książki „Odważ się i zacznij zarabiać! Kobieca pewność siebie w biznesie”, której autorką jest Vika Nova. Moment, w którym dostałam tę książkę w swoje ręce, był dla mnie właśnie takim momentem „wow”, w którym kolejne marzenie na liście zostało odhaczone, a radość z jego zrealizowania dała mi motywacyjnego kopa. I właściwie to tytuł tej książki mogę sparafrazować i odnieść do tego wpisu, bo „odważ się i zacznij marzyć” to jego idealne podsumowanie.

(A tak przy okazji: jeżeli masz ochotę przeczytać „Odważ się i zacznij zarabiać!”, zaglądaj na mój fanpage, bo już niedługo planuję na nim zorganizować mały konkurs, w którym do wygrania będzie właśnie ta książka 🙂 )

EDIT: Moje marzenie o zaprojektowaniu okładki (i nie tylko) spełniło się po raz drugi przy okazji self-publishingu książki „Jak zostać Panią Swojego Czasu” 🙂 Jeśli przymierzasz się do wydania książki bez udziału wydawnictwa, to rzuć okiem na mój post na ten temat. Może Ci się przydać 🙂

Grafik -freelancer - moje graficzne marzenia - Zdjęcie nr 3

Spełnianie marzeń mniej lub bardziej powiązanych z moją pracą jest dla mnie sposobem na to, żeby nigdy nie stracić tego CZEGOŚ. Czegoś, co powoduje, że każdy kolejny dzień zaczynam z pewnego rodzaju zaciekawieniem, co ten dzień przyniesie i czy może będzie to właśnie TEN dzień z momentem „wow”. A kiedy dopadają mnie kryzysy, nicmisięniechcenie albo chęć obejrzenia jeszcze jednego odcinka serialu zamiast zabrania się za pracę, to myślę sobie:

„Hej, rusz się, marzenia same się nie spełnią!”.

No i się ruszam, i robię co mogę, żeby je spełnić. To moim zdaniem bardzo dobry sposób na to, żeby nigdy się w swojej pracy nie wypalić. Bo przecież jeszcze tyyyle marzeń jest do spełnienia 🙂

Hej, rusz się, marzenia same się nie spełnią! Click To Tweet

A Ty masz marzenia związane ze swoją pracą? Motywują Cię na co dzień? Dają pozytywnego kopniaka w cztery litery, kiedy te cztery litery marzą tylko o tym, żeby leżeć? 🙂 Do zdradzania mi tych marzeń nie namawiam, bo może nie tylko ja jestem przesądna 🙂

PS To co, pisać tego maila? 🙂

Uściski 💛 💚 💙
Natalia, Pogromczyni Pixeli 😀

Natalia Bednarczyk - Pogromczyni Pixeli - Pixels Factory