Pixele kończą 5 lat :)

Rety, to już 5 lat!!! 5 lat temu pełna obaw, niepewności, myśli typu “Czy dam radę?”, “A jeśli nie dam rady?”, “Oranyjulek nie dam rady!!!”, ale też radości, przekroczyłam próg Urzędu Miejskiego Wrocławia (to w końcu 5 lat, lekki patosik musi być 😛 ) i zarejestrowałam działalność 🙂 Te 5 lat minęło nie wiadomo kiedy, a jednocześnie wydarzyło się przez ten czas tyyyyyle rzeczy! Współpraca z tyloma świetnymi osobami, tyle projektów, które pochłonęły mnie bez reszty, tyle miłych słów, że komuś się podoba, kogoś cieszy, komuś się przydaje. Każde miłe słowo robi mi takie ciepełko w serduchu 🙂

Piąty rok, czyli co w Pixelach piszczało w ostatnich 12 miesiącach?

Praca nad pixelowym sklepem

Od dawien dawna chodził mi po głowie pomysł na pixelowy sklep, choć przyznam się bez bicia, że w natłoku pracy projektowej nie miałam czasu zabrać się ani za pracę nad sklepem, ani nad produktami, które byłyby w nim do kupienia. Nie zamartwiałam się tym zanadto, bo to takie małe marzonko z listy rzeczy do zrobienia “kiedyś tam”, które na luzie czeka na swoją kolej 🙂

W tym roku coś mnie naszło i pomyślałam, że chociaż ZACZNĘ. Postawię jeden mały kroczek – napiszę kilka linijek kodu, coś tam zainstaluję – i nawet jeśli kolejne kroczki będę stawiać w żółwim tempie, to i tak będę o ten żółwi kroczek bliżej mojego celu.

Ten brak presji (którą – przyznaję – czasem sama sobie wkręcam, bez sensu 🙂 ) był zbawienny, bo okazało się, że jeśli nie narzucam sobie ram czasowych, nie mówię sama do siebie “musisz”, “powinnaś”, “rób, a nie siedzisz i serial oglądasz!”, to jak za dotknięciem magicznej różdżki czas sam się znajduje i sklep tworzy się szybciej niż myślałam, bo robię go z frajdą, a nie z musu 🙂

Kiedy sklep ruszy? Kto to wie 🙂 Ja nie wiem 🙂 Ale ruszy! (Rany, marketingowiec ze mnie fatalny 😛 )

Rysunkowy mini e-book “Design (nie) jest najważniejszy?”

Jak sklep, to jakiś produkt by się przydał, co nie? 🙂

W styczniu tego roku byłam partnerką “Kursu WordPress” Oli Gościniak, i do jej kursantów jako bonus ode mnie pofrunął mój mini e-book o identyfikacji wizualnej, w którym opowiadam o tym, czy w niekończącym się oczekiwaniu na idealną identyfikację warto odkładać swoje biznesowe lub blogowe plany na później.

Jest to temat, który od dawna siedzi mi w głowie i przyznam, że mam sporą potrzebę poruszania go od czasu do czasu to tu, to tam, bo zbyt wiele razy czytałam opowieści osób marzących o stworzeniu swojego bloga/biznesu/czegokolwiek innego, które odkładają to miesiącami lub LATAMI, bo nie mają budżetu/czasu/pomysłu na graficzne ubranko dla tego wymarzonego “czegoś”. Czas leci i leci, blogi i biznesy nie powstają, a osoby te marzą i tylko marzą, bo nie są nawet o pół kroku bliżej do spełnienia tych marzeń. Słowo daję, kiedy czytam takie rzeczy, to coś krzyczy we mnie: olej to!!! olej i startuj!

Design JEST ważny i jeśli ktoś już na starcie ubierze swój biznes/blog w cudnej urody oprawę graficzną – super! Znam jednak osoby, które startowały np. z kiepskim logo lub bez, za to dawały wartość, wartość i jeszcze więcej wartości, “rozkochały” w sobie swoją społeczność, a po jakimś czasie zadbały o wypasioną identyfikację wizualną i wyszło im to na dobre 🙂

O tym jest mój mini e-book i pomyślałam sobie, że taka biznesowa/blogowa motywacja w rysunkowej pigułce to dobry pomysł na pierwszy produkt w moim sklepie 🙂 Biję się jeszcze z myślami, czy:

  • wystartować tylko z jednym produktem, ale WYSTARTOWAĆ i zobaczyć, co będzie,
  • odłożyć to na później i wystartować z trochę większym przytupem, tzn. z kilkoma e-bookami, nad którymi pracuję, ale – tak tak – w żółwim tempie, bo pochłania mnie praca, no i życie 🙂

Mówiłam, że marketingowiec ze mnie jak z koziego tyłka trąbka, nie wiem nawet, jakie podejście jest lepsze 🙂

Gościnny “występ” w książce Oli Gościniak “Bądź online”

Jak już o Oli Gościniak mowa, to nie mogę nie wspomnieć o książce “Bądź online”, którą wydała w 2018 roku i do której dołożyłam małą cegiełkę, opowiadając co nieco o stronach www 🙂 Kiedy dostałam od Oli wiadomość z zaproszeniem do napisania paru stron w jej książce, to aż podskoczyłam z radości, bo to takie moje kolejne, teraz już spełnione marzonko – napisać coś, co będzie “ubrane w książkę”, pachnące drukiem, takie żeby móc to wziąć w ręce, pomacać, powąchać, pogłaskać 😉 I mimo że to nie moja książka, to zaciesz i tak jest wielki 😀

A jakby ktoś coś, to książka jest do kupienia tu: www.badzonline.pl.

Projekty, projekty, projekty 💛

Pixels Factory to przede wszystkim praca nad projektami dla pixelowych klientów i to był w minionym roku priorytet 🙂

Nawiązałam nową, stałą współpracę z Aggie i Kamilem z jezykipodroze.pl i vagaru.com. Może już ich znasz, a jeśli nie, to polecam poznać! 🙂 Aggie i Kamil to baaaardzo pozytywni ludzie, którzy na swoich stronach i w social mediach uczą języków obcych i inspirują do… fajnego życia 🙂 🙂
Na dobry początek, czyli w 2018 roku:

Na kolejnym etapie, na początku 2019 roku ruszyliśmy z pracą nad nową odsłoną Vagaru i pracujemy nad tym do tej pory, a efekt możesz zobaczyć np. na www.vagaru.com, czyli landing page Vagaru 🙂

Poza Aggie i Kamilem współpracowałam “na krótszą metę” z kilkoma innymi osobami, m.in. z Eweliną Mierzwińską, dla której zaprojektowałam logo. Baaaaardzo miło wspominam każdą współpracę i już przebieram nóżkami, jakie projekty czekają mnie w 6. roku istnienia Pixeli :)))

Przeprowadzka

Tematem bardziej prywatnym, który w minionym roku baaaaaaaaardzo zaprzątał mi głowę, była moja przeprowadzka, a później moszczenie się w moich czterech kątach i ich urządzanie, które trwa do teraz i jeszcze poooootrwa 🙂 Urządzanie wnętrz (dla siebie samej 😀 ) to moje hobby od dzieciństwa i mogłabym spędzić pół życia, przeglądając wnętrzarskie inspiracje, czytając wnętrzarskie blogi, szperając na starociach, dobierając dywan do plakatu, plakat do poduszki, poduszkę do gałek w kuchni itd. 😉 Mam wielką frajdę z każdej pierdółki, która pojawi się w moim mieszkaniu i cieszę się całą tą przygodą, jaką jest moje własne M 🙂

I jak tak sobie teraz siedzę, popijam kawę i piszę ten post, zerkając na ogrzany słońcem dywan na balkonie, na dzisiejsze łupy z pchlego targu, na drzewa i panoramę miasta za oknem, i jest mi tak po prostu dobrze, przytulnie i domowo, to myślę, że warto spełniać swoje marzenia i nie czekać, aż spełni je za nas ktoś inny, wszechświat, los czy cokolwiek 🙂

Przeprowadzka nie bez powodu pojawia się w poście podsumowującym 5. rok istnienia Pixeli, bo w minionym roku to moje cztery kąty dawały mi najwięcej pozytywnych kopniaków pt. “Bierz się do pracy, zarabiaj na kolejne podusie” :), entuzjazmu, energii, inspiracji. No i po prostu miło mi się tu pracuje 🙂

Co w Pixelach NIE piszczało?

Nie piszczał ani nie odzywał się w żadnej innej formie pixelowy blog, który w minionym roku zarósł pajęczynami i taką warstwą kurzu, że już go spod tej warstwy ledwo widać, a pająki hasają i wesoło tkają swoje pajęczyny, które postanowiłam w końcu trochę odgarnąć 😛 To moja tegoroczna mała porażka, tak samo jak fanpage, który też ledwo zipie. Trochę lepiej jest z Instagramem, który bardzo polubiłam, ale tam też mogłoby być mnie więcej 🙂 No porażka, socialmediowo-blogowa porażka, bywa i tak 🙂 Może w kolejnym roku będzie lepiej? 🙂

Taki to był piąty rok Pixels Factory, już cieszę się na szósty :))) A co tam u Was? 🙂

Uściski 💛 💚 💙
Natalia, Pogromczyni Pixeli 😀

Natalia Bednarczyk - Pogromczyni Pixeli - Pixels Factory